*Clarke Griffin*
Od Mount Weather wiedziałam, że ta rozmowa jest nieunikniona. Jednak za bardzo się bałam, by podejść do Jaspera i wyrazić słowami, jak bardzo mi przykro. Obawiałam się jego gniewu, bólu w jego oczach, nienawiści w głosie. Z każdym dniem coraz bardziej odkładałam tą chwilę, aż nagle minął miesiąc, a ja nadal nie przeprosiłam Jaspera. Mimo, że widok pijanego i zrozpaczonego przyjaciele był niezwykle bolesny, nie potrafiłam znaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi.
Musiała wydarzyć się tragedia, żeby przekonać mnie, że rozmowa z chłopakiem, nie jest już moim wyborem, stała się moja powinnością. Jednak trochę minęło zanim to zrozumiałam. Kiedy Jasper próbował popełnić samobójstwo moim pierwszym odruchem była ucieczka. Podczas aresztu, który zgotowała mi mama nie miałam okazji z nim porozmawiać. Gdy okazało się, że chłopak zaczął znowu przyjaźnić się z Montym odetchnęłam z ulgą i choć teraz przyznaję to ze wstydem, miałam nadzieję, że nie będę musiała z nim już rozmawiać. Że wszystko się ułoży, bez mojej ingerencji.
Dopiero porwanie przez Ziemian uświadomiło mi ile niedokończonych spraw mi zostało. Choć na co dzień nie zdawałam sobie z tego sprawy, pochłonięta pracą, byłam pokłócona z wieloma ludźmi, którzy byli dla mnie ważni. Zresztą przed porwaniem najbardziej zadręczałam się kłótnią z Bellamym.
Kiedy wróciłam do obozu, zregenerowanie sił zajęło mi tylko kilka dni. Pierwszym co zrobiłam, była poważna rozmowa z mamą. Podczas niej wytłumaczyła mi dlaczego wydała tatę, ujawniła przede mną swój najmroczniejszy sekret. Cała rozmowa sprawiła mi niewyobrażalny ból, ale ja także wyjawiłam, dlaczego chciałam uciec. Nawzajem się przeprosiłyśmy i choć nadal czułam do niej żal za to wszystko co się stało, to chciałam jej przebaczyć. Chciałam odzyskać mamę i czuć do niej zaufanie.
Sprawa z Bellamym przedstawiała się znacznie prościej. Porwanie na nowo nas zjednoczyło i nie musieliśmy odbywać jakieś poważnej rozmowy. Wystarczyło wymienienie jednego pełnego otwartości spojrzenia, by zrozumieć, ze jest nam przykro, że oboje czujemy się winni. Przebaczenie Bellamy'ego było znacznie łatwiejsze, bo znałam go lepiej niż kogokolwiek innego, bez problemu potrafiłam zrozumieć, dlaczego postępował tak, a nie inaczej. Zresztą on chciał tylko mojego dobra, jak zawsze.
Kiedy pogodziłam się z mamą i Bellamym, nadszedł czas na najważniejszą i najtrudniejsza rozmowę. Kiedy miałam już wystarczająco dużo sił, zebrałam się w sobie i podjęłam decyzję.
Pięć dni po napaści wieczorem, czekałam na koniec kolacji i obserwowałam Jaspera, siedzącego razem z Montym. Był zupełnie nowym człowiekiem.
Nie przypominał już pijanego nastolatka, leżącego pod stołem i pragnącego zapomnienie i śmierci. Nie był też chłopcem, który wylądował na Ziemi, z burzą brązowych włosów i goglami na głowie, zawsze skorego do żartów i wygłupów.
Teraz był mężczyzną, który przeżył dostatecznie dużo, by odbiło się to na jego twarzy. Patrząc na niego, widziałam, że już nigdy nie będzie ta samą osobą, co kiedyś. Stracił kogoś kogo kochał i to przez osoby, którym ufał najbardziej na świecie. Jasper uśmiechał się często i śmiał się z żartów przyjaciela, ale czasem śmiech zamierał mu w gardle i nagle poważniał, jakby przypominał sobie co się wydarzyło, a wybuchy radości były przypadkowe. Ból w jego oczach też był mniej widoczny. Ale nie zniknął. Bałam się, że nigdy nie zniknie.
Kiedy jadalnia zaczęła się opróżniać, wstałam i ruszyłam w kierunku jego stolika, zanim opuściła mnie odwaga. Kiedy podchodziłam, Jasper mnie zauważył i od razu odwrócił wzrok, a uśmiech całkiem zniknął z jego twarzy.
Starałam się ukryć ból, jaki poczułam na ten widok, bo miał wszelkie prawo się tak zachowywać.
- Jasper, możemy porozmawiać? - zapytałam go, chociaż na mnie nie patrzył. W odpowiedzi zacisnął mocno usta i nic nie powiedział.
Wymieniłam z Montym zmartwione spojrzenie.
- Proszę - dodałam.
Kiedy nadal nic nie odpowiedział, poczułam ucisk w sercu, ale dalej próbowałam, bo nie wiedziałam, czy jeśli teraz odejdę, będę miała odwagę wrócić.
- Jeżeli nie chcesz rozmawiać, to proszę wysłuchaj mnie chociaż. Nie musisz nic mówić - zaproponowałam, wiedząc, że w moim głosie słychać błaganie.
- Jasper, skoro wysłuchałeś mnie i Bellamy'ego, to możesz wysłuchać też Clarke - wtrącił Monty, wychylając się i szukając jego wzroku.
Chłopak posłał mu gniewne spojrzenie. Zapisałam w pamięci, że Bellamy też rozmawiał z Jasperem. Miałam nadzieję, że chłopak wybaczył Blake'owi.
Jasper znowu odwrócił głowę. Westchnęłam w duchu.
- Może jeszcze za wcześnie - szepnął Monty do mnie, a ja pokiwałam z rezygnacją głową.
Odwróciłam się, czując się jak przegrana.
- Dobrze - usłyszałam cichy i gniewny głos Jaspera.
Z niedowierzaniem zwróciłam się w jego stronę. Patrzył na mnie przez chwilę, ale zaraz odwrócił wzrok i kiwnął głową, skazując mi wolne krzesło przy ich stoliku. Szybko usiadłam, nie dając mu chwili na rozmyślenie się i w tym samym czasie Monty zaczął wstawać.
- Możesz zostać - powiedziałam szybko.
Monty z zaskoczeniem spojrzał najpierw na mnie, a potem z pytaniem w oczach na Jaspera. Gdy ten wzruszył lekko ramionami, usiadł z powrotem.
W towarzystwie jeszcze jednego chłopaka, poczułam się pewniej, choć przez chwile milczałam, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.
Kiedy Jasper westchnął głęboko, zaczęłam mówić, czując, że się niecierpliwi i wolałby być dalej w kosmosie na Arce, niż na Ziemi ze mną.
- Chciałam cię przeprosić - zaczęłam. - Nigdy tego nie zrobiłam, bo za bardzo się bałam. Nie oczekuję, że mi przebaczysz. Nie chcę cię do tego zmuszać, ale musisz wiedzieć, że każdego dnia żałuję tego co zrobiłam w Mount Weather. Nie chciałam śmierci Mayi. Nie chciałam śmierci tych wszystkich ludzi. Ale nie miałam innych pomysłów na uratowanie was. Chciałam tylko, żebyście przeżyli. W tamtej chwili byliście dla mnie najważniejsi. Nadal jesteście. Gdyby istniało inne wyjście, które zapewniałoby, że przeżyjecie zarówno wy jak i Ludzie z Góry, skorzystałabym z niego.
- Nie chce słyszeć twoich tłumaczeń - mruknął Jasper.
- Nie chce się tłumaczyć - zaprzeczyłam. Czułam ściskanie w gardle, przez które ledwo mówiłam. - Chce po prostu powiedzieć, że.... przepraszam. Wiem, jak strata ukochanej osoby boli. Ufałeś mi, powierzyłeś mi swoje życie, a ja cię zawiodłam. Za to też przepraszam. Nie widzę powodu dla którego miałbyś mi wybaczyć. Ja sama sobie nigdy nie wybaczę, że zrujnowałam szczęście tylu niewinnych osób. Że zniszczyłam twoje życie.
Po tych słowach przerwałam i zapadła cisza.
Monty obserwował swoje paznokcie nie chcąc zwracać na siebie uwagę. Jasper patrzył niewidocznym wzrokiem przed siebie.
- Maya chciałaby, żebym ci wybaczył - powiedział w końcu. - Była taka dobra.
Potwierdzenie oczywistego stwierdzenia wydawało mi się niepotrzebne, ale i tak skinęłam głową.
- Nie wiem, czy potrafię - odezwał się i wreszcie spojrzał na mnie, a siła jego spojrzenia była porażająca. - Przez tak długi czas cię nienawidziłem. Od kiedy ją zabiłaś, z każdym dniem coraz mocniej. Codziennie zadawałem sobie pytanie, jak ty możesz jeszcze żyć, skoro ona już nie. To było tak cholernie niesprawiedliwe... Wybaczenie tobie, to byłaby najtrudniejsza rzecz w całym moim życiu!
- Więc nie wybaczaj mi - szepnęłam.
- Myślałem, że łatwiej będzie zapomnieć, że w ogóle istniałaś - kontynuował, jakby mnie wcale nie słyszał. - Ale jakbym mógł zapomnieć, skoro widywałem cię codziennie podczas posiłków? Zresztą starałem się zapomnieć, że byłaś moją przyjaciółką. Nienawidziłbym cię mniej, gdybyś mnie nie zdradziła, gdybyś od zawsze była moim wrogiem, tą złą. A jak miałem zapomnieć, że zorganizowałaś akcję ratunkową, kiedy zostałem ranny i porwany przez Ziemian, a przecież wtedy znaliśmy się tylko parę godzin!
- Czasem mam wrażenie, że osoba którą się stałam, jest zupełnie inna niż ta, którą kiedyś byłam. Że umarłam w pewnym momencie i narodziłam się od nowa, tylko gorsza niż wcześniej. Zdolna do okropnych rzeczy - odezwałam się nagle.
- Wszyscy tak mamy - odparł Jasper.
Patrzyliśmy się na siebie, a ja nie mogłam się nadziwić, jaki obrót obrała nasza rozmowa. Przyszłam tylko przeprosić, a teraz z Jasperem razem obmyślamy nowe nuty filozoficzne.
- Chce cie tylko prosić, żebyś już się nie poddawał - odezwałam się po dłuższej przerwie. - Nie mam prawa cię oceniać, ale proszę cię, żebyś już więcej nie próbował popełnić samobójstwa.
Jasper uśmiechnął się krzywo.
- Jestem beznadziejny, skoro nawet nie potrafię się utopić - mruknął.
- Ja nazwałabym to szczęściem - zaprzeczyłam, trochę za ostro, kiedy przypominałam sobie jak bliski był śmierci.
- Gdybyś nie pchała się do rządzenia Setką, nie musiałabyś podejmować takich decyzji - zauważył nagle.
- Wiem o tym aż za dobrze - potwierdziłam.
Wstałam.
- W razie jakiś problemów wiecie gdzie mnie szukać - dodałam i odwróciłam się pospiesznie.
Spodziewałam się krzyków, wyrzutów. A jedyne co mnie spotkało, to wyznanie, a którym już dawno wiedziałam: Jasper mnie nienawidzi i nigdy mi nie wybaczy.
Ruszyłam korytarzem w stronę szpitala. Tego dnia nie miałam dyżuru, ale chciałam sprawdzić co u Bellamy'ego i innych pacjentów przed pójściem do łóżka.
- Clarke! - usłyszałam za sobą krzyk Jaspera. Odwróciłam się zaskoczona.
Chłopak podbiegł do mnie i zatrzymał się w odległości jakiś dwóch metrów.
- Musisz wiedzieć, że będę się starał - powiedział niepewnym głosem. - Wybaczyć ci - dodał.
Poczułam ogromne wzruszenie.
- Jasper nie musisz tego robić na siłę - powiedziałam, podchodząc o krok.
- Wiem - potwierdził. - Ale mimo całej złości i nienawiści, jaką do ciebie czuję, rozumiem dlaczego to zrobiłaś. Zresztą nie byłaś sama. Monty i Bellamy pomogli ci w tym. Każdy dobry przywódca poświęciłby siebie i swoje sumienie, by ratować przyjaciół. Dopiero po rozmowie z Raven, Bellamym i Montym mogłem zaakceptować, że nie miałaś innego wyjścia.
Spojrzałam na niego z bólem.
- Przepraszam - powiedziałam jeszcze raz. - Tak bardzo mi przykro.
Jasper kiwnął głową, ale zaraz spojrzał na mnie badawczo.
- Tylko nie myśl, że od razu będziemy znowu przyjaciółmi! - zastrzegł poważnym tonem.
- Przez myśl mi to nawet nie przeszło - zapewniłam pospiesznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz